Jeśli chodzi o całkowicie nowy model Nike LunarCharge i opinie na ich temat to w sieci nie znajdziecie obecnie zbyt dużo materiałów i recenzji. Zaledwie kilka filmików czy tekstów. Postanowiliśmy zatem przedpremierowo (w sklepach buty wylądują dopiero 9 grudnia) przedstawić Wam kilka opinii na ich temat.

Zebrałem 3 osoby z najlepszych polskich portali sneakersowych, które miały je w ręce i/lub testowały osobiście i poprosiłem by napisały kilka słów od siebie. Również ja dorzucę kilka zdań na ich temat. Dodatkowo dziś zrobimy to trochę inaczej niż zazwyczaj, ponieważ poprosimy Was o swoją opinię na ich temat. Wpisujcie swoje teksty, odczucia wizualne, przemyślenia na temat ich projektu, wyglądu i materiałów. Jeśli pojawi się coś intrygującego i ciekawego to najlepszy tekst z komentarzy na Facebooku umieścimy tu na stronie. Zostanie on tu na stałe i każdy będzie mógł do niego wrócić.

Sprawdźcie zatem poniżej umieszczone recenzje i opinie o Nike LunarCharge.


KAROL ZIMNY AKA COLD (SNEAKERHEAD / BUTOLOGIA)

Grudzień jest miesiącem, gdzie raczej przypomina nam się, że jednak przydałaby się jakaś para Timberlandów, niemniej Nike ma dla nas nowy lifestyle’owy model LunarCharge.

Już może bez super dokładnych opisów tego modelu – powiedziałbym, że to hybryda nowego typu od Nike’a, gdzie nie mamy przerysowania w postaci starego designu w nowych materiałach z podeszwą z jeszcze innego buta. Jest tutaj kilka luźnych odniesień do przeszłości (Presto, AM90, Air Flow, Air Current), coś aktualnego (podeszwa LunarEpic) w zgrabnie zrobionej formie, że patrzymy na niego jak na nowy model a nie Frankenstaina. Oczywiście ten schemat pracy może nam nieco przynieść na myśl adidasowe NMD. Tam także mamy historię opartą na dawnych biegówkach, ale bez dosłowności w projekcie, co uważam za dobry kierunek.

Bądźmy szczerzy – Roshe Two bliżej do niewypału (albo inaczej – to but co najmniej spóźniony), gdzie próżno szukać sukcesu pierwowzoru. Z LunarCharge Nike stara się nam dać coś bardziej zgodnego z bieżącymi trendami. Powiedziałbym, że LunarCharge ma papiery, aby być pożądanym modelem (bo to Nike, bo to ich kampanie marketingowe) – może nie do tego stopnia, że najbliższa premiera rozejdzie się w oka mgnieniu, ale na pewno bliżej sezonu letniego mogą być powszechniejszym widokiem na ulicach miast.

Nie uważam tego buta za najpiękniejszą rzecz jaka ostatnio wyszła, niemniej umiem docenić starania i pewne wyciąganie wniosków ze strony Nike’a. Jest to całkiem zgrabny model będący przy tym przyjaznym dla oka i jak wspomniałem wcześniej, uważam je za dobry kierunek. Teraz pytanie w jaki sposób Nike będzie nas próbował do nich przekonać. Kolaboracje? Quickstrike’owe kolorystyki? Konkurencja nie śpi, stąd tym bardziej jestem ciekaw, jak rynek zareaguje na ten model. Na staraniach o względy zawsze najwięcej zyskują klienci.


MARTYNA (ESTILL MAG)

Zacznę może od tego, że patrząc na to co wymyślają w ostatnim czasie projektanci z nowymi modelami butów w swojej firmie – jestem sceptycznie nastawiona do tego typu nowości. Niektórzy chyba nad wyraz używają tego sformułowania zamiast powiedzieć o butach jako o kolejnym wariancie.

Jeśli chodzi o buty Nike LunarCharge, na początku miałam do nich nastawienie jak wyżej, jednak po wzięciu ich do ręki i później krótkim teście na spacerze wszystko było już jasne. Ta świeżynka od Nike kupiła mnie totalnie!

Zaczynając od super wygodnej podeszwy Lunarlon po wykończenia cholewki i wszystkie te smaczki, które nadają butom charakteru i tego, że są jedyne w swoim rodzaju. Mam to szczęście, że mogę je sprawdzić na własnych stopach i to co tutaj powiem będzie tylko moim odczuciem, a nie kopiuj – wklej z oficjalnej strony Nike. Wersja, którą posiadam to Essential, czyli ta…podstawowa. Projektanci postawili tutaj na neoprenową cholewkę z siateczką na toeboxie i elementami z syntetycznego materiału w okolicach podeszwy. Zarówno podeszwa jak i cały upper sprawiają, że buty są niezwykle lekkie i elastyczne, dzięki czemu nawet tak nieforemne stopy jak moje czują się w nich naprawdę dobrze. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto mieć je w swojej kolekcji.

Jednak jak to bywa, zawsze pojawia się jakiś minus i tutaj też go znalazłam. Mianowicie jest to rozmiar damskich LunarCharge. W mojej kolekcji znalazły się dwie pary tych butów w dwóch wersjach kolorystycznych i w dwóch zupełnie różnych rozmiarach. Jeden to ten „uniwersalny”, który wybieram zawsze, gdy kupuję buty od Nike, a drugi jest o numer większy. Ku mojemu zaskoczeniu „mój rozmiar” okazał się być dużo za mały. Buty już po wyjęciu z kartonu sprawiały wrażenie malutkich, a co dopiero jak je próbowałam ubrać. Próbowałam, bo niestety nie było to do końca możliwe. Na szczęście uratowała mnie druga para, która okazała się być idealna. Tak, więc mała przestroga dla Was – jeśli nie macie możliwości przymierzyć tego modelu w sklepie stacjonarnym zawsze wybieraj o pół albo tak jak ja o cały rozmiar większe.

Więcej o LunarCharge przeczytasz w moich testach na Estill Mag.


SZCZEPAN RADZKI  (KOLEKCJONER BUTÓW)

Powiem krótko. Mi siadły. Bardzo lubię podeszwę, którą znamy z Nike LunarEpic. Cholewka jest wykonana z mega przyjemnych materiałów i leży na nodze praktycznie bez zarzutu. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia, gdzie widać jak fajna, dynamiczna jest bryła Lunarcharge.

Pytanie tylko czy but zafunkcjonuje na rynku, czy ten go przyjmie z miłością i czy wywoła chęć posiadania w szafie nie tylko sneakerheadów, ale i ludzi nie siedzących w grze jakoś głęboko. I chyba najważniejsze, czy będzie nieco w stanie zmienić dynamikę rynku i zabrać hype uliczny adidasowi. Fajnie by było, bo walka pomiędzy tymi dwoma markami ponownie skróciłaby dystans i za chwilę otrzymalibyśmy pewnie pojedynki w zwarciu.

Dla końcowego konsumenta to dobrze, bo ich wyścig jest naszą korzyścią. Więcej o nich napisałem u siebie na blogu.


GRACJAN (THE ILLEST)

Jeśli chodzi o nowości w Nike to zazwyczaj sceptycznie podchodzę do tych, które polegają na wdrożeniu nowoczesnych materiałów w klasyczne bryły i modele. Z kolei każda nowość w postaci świeżego pomysłu budzi we mnie mnóstwo ciekawości. Tak było i tym razem.

Chodzi mi tu głównie o inspiracje, myśl przewodnią, którą kierował się projektant, no i oczywiście materiały oraz sprawy techniczne. W tym przypadku ekipa z Oregonu postawiła na ten drugi kierunek, coś czego nie widzieliśmy u nich od dłuższego czasu. Designerzy Nike ewidentnie poruszają się wraz z obecnie panującymi trendami i postawili na opływową bryłę i na wygodę oraz komfort. Powiem Wam jedno, wszystko co stoi na podeszwie Lunarlon jest wygodne, można brać w ciemno. Tu oczywiście jest podobnie.

Jako, że wychowałem się na masywnych butach do kosza i szerokich spodniach ten rodzaj butów średnio do mnie przemawia. Rurek nie noszę, pinrolla zbyt często nie kręcę, więc wyglądałbym w nich po prostu głupio. Inna sprawa, jeśli chodzi o buty do dresów np. Nike Tech Pack, tu ten but pasuje idealnie! Na koniec wspomnę o rozmiarach, przy Essential bierzcie pół, a nawet rozmiar większe, przy Premium od true to size do pół w górę.

Na koniec: projekt i sam model na duży plus, ale u mnie tylko do dresu.


Jeśli przeczytałeś powyższe recenzje i opinie o Nike LunarCharge i zainteresował Cię ten model to kupisz go w oficjalnym sklepie Nike SportswearOczywiście w dniu premiery 9 grudnia i później.

Reklama
air jordan