Jeżeli magazyn Complex umieszcza Twoje nazwisko na liście 25-ciu najpotężniejszych ludzi a HYPBEAST, na którym po części się wychowaliśmy, twierdzi że współwłaściciel marki Blvck Scvle zasłużył na to, by znaleźć się w gronie HYPEBEAST100, czyli grupie zrzeszającej osoby, które mają realny wpływ na światowy streetwear, kształtują go i nadają mu odpowiedni kierunek, to wiedz że masz do czynienia z naprawdę potężną marką, marką przez duże M.

Jest to też jeden z powodów, dlaczego tak długo zbieraliśmy się do tego artykułu. Zanim weźmiecie się za poniższą lekturę, musicie zdać sobie sprawę, że nie jest łatwym ugryźć temat, gdzie trzeba opisać brand, który w zaledwie kilku lat stał się jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych na światowym rynku a do tego zyskał rzeszę fanów, słynąc z bezkompromisowego podejścia, kontrowersyjnych projektów i grafik.

Założycielami Blvck ScvleMichael „Mega” Yabut oraz Alfred De’Tagle. Ten pierwszy zbierał szlify i cenne doświadczenie w równie świetnej, amerykańskiej marce HUF. Dzięki tej pracy, Yabut miał okazję zobaczyć jak cały biznes wygląda od kuchni. Miał styczność z dystrybucją, produkcją czy ze sprzedażą a dzięki przyjaźni z właścicielem Keithem Hufnagelem, miał wyśmienity start i warunki, by ruszyć w końcu z własnym brandem. Dlatego też po zakończeniu współpracy z HUF, Mega był odrazu gotowy do działania. Naładowany pozytywną energią, przemierzając ulice San Francisco, wpadł na pomysł by stworzyć Blvck Scvle – firmę, która na zawsze zapisze się w kartach historii światowego streetwearu. Narodziny przypadają na 2007 rok. Nie wiemy czy ogarniacie temat, ale marka ta miała być na samym początku jedynie projektem skupiającym się na koszulkach. Dzisiaj Blvck Scvle to symbol odpowiedniej jakości, który wypuszcza regularnie pełne kolekcje i nie ogranicza się tylko do ciuchów – wystarczy chociażby spojrzeć na ich biżuterię:

biżuteriabizuteria2

Powoli dobijamy do dziesięciolecia istnienia tego brandu na rynku. W tym czasie sporo się zmieniło, ale Blvck Scvle ciągle pozostaje wierne swoim przekonaniom. Z tego powodu w kolekcjach stale pojawiają się motywy zmuszające odbiorców do dyskusji – RELIGIA, POLITYKA czy ŚMIERĆ. To tylko kilka z nich, ale już robi się ciekawie.

mega-interview-nine-five-2

Powodem powstania Blvck Scvle była chęć zaprezentowania zupełnie innej oferty ciuchów niż ta, która wówczas była dostępna na sklepowych półkach. Mega twierdził, że był już znudzony zbyt dużymi, kolorowymi grafikami. Jego Blvck Scvle miało być o wiele mroczniejsze, pokazać streetwear z całkowicie innej perspektywy. W czasie powstawania marki, na świecie było tylko kilka „mrocznych” brandów. Wywodziły się one głównie z Japonii (Tokio), Wielkiej Brytanii (Londyn) i Nowego Jorku, ale żaden z nich nie miał nic wspólnego z Zachodnim Wybrzeżem. Sam Mega z uśmiechem wspomina stare czasy:

Chcieliśmy ruszyć z własną linią odzieżową, a nawet nie wiedzieliśmy jak nazwać naszą markę. Mieliśmy mały outlet, który znajdował się w sklepie HUF. Pracując tam, zachęcaliśmy ludzi do kupna naszych rzeczy, jednocześnie odciągając ich od HUF. Sorry Keith za tę akcję.

Żeby wszystko było jasne, nie było żadnej spiny pomiędzy Megą a Keithem. Wręcz przeciwnie. Hufnagel był w pewnym sensie mentorem dla Michaela, który podpatrywał go w codziennej pracy a ponadto ich relację świetnie obrazuje poniższy cytat:

mega-interview-nine-five-1

Po pierwszym roku produkcji t-shirtów, w końcu pojawiła się nazwa Blvck Scvle. Wymyślenie tego tytułu to również była śmieszna historia, gdyż założyciele brandu szukali po prostu dwóch słów, które w połączeniu miałyby symetryczny charakter i mistyczny klimat. Dlatego obaj panowie zdecydowali się zmienić literę A na V, tworząc tym samym napis Blvck Scvle.

Black Scale to mega dziwna nazwa, ale miała symetryczny charakter, który dawał nam spore pole do popisu a do tego nic tutaj nie było oczywiste i właśnie o to chodziło. 

Początki nie były łatwe. Internet nie był wtedy jeszcze tak popularny, by robić zakupy on-line. Social-media dopiero raczkowały, ale Michael „Mega” Yabut oraz Alfred De’Tagle twierdzili, że nie potrzebowali tego, gdyż sama zajawka na zbieranie butów bardzo im pomogła w kwestii promocji brandu. Dla nich był to właśnie Internet, ale wykonywany w prawdziwym życiu, gdzie trzeba było zaklepać bilet lotniczy i wybrać się do konkretnego miasta, by ogarnąć premierę danych butów. Podczas tych tripów Yabut i De’Tagle poznawali masę ludzi. Spędzali z nimi sporo czasu a podczas wspólnych imprez dochodziło do rozmów na temat streetwearu, gdzie po prostu nie można było pominąć Blvck Scvle – szczególnie gdy chłopaki pojawiali się w Los Angeles. Dla nich była to zupełnie inna bajka. W tym mieście funkcjonowało Supreme, The Hundreds, Undefeated czy Diamond a Mega i De’Tagle po prostu stali się dobrymi ziomkami ludzi, którzy związani byli z powyższymi brandami.

Los Angeles jest o wiele bardziej przyjazne do robienia interesów niż Nowy Jork. W Nowym Jorku powiedzą Wam, że tutaj każdy ma swój brand i robi swoje rzeczy, więc spierdalajcie a w Mieście Aniołów królowało zupełnie inne podejście. Wszystko opierało się na współpracy – wspominali po latach.

Właśnie w taki sposób gruchnęła wiadomość, że na streetwearowej mapie pojawił się nowy gracz. W tym momencie Mega rozmyślał już intensywnie nad porzuceniem pracy w HUF. Wszystko zbiegło się z zamykaniem przez Keitha sklepów. Najpierw zrezygnowano z butiku Hayes Valley a następnie doszło do zamknięcia sklepu w Los Angeles. Wówczas Yabut wpadł na pomysł, by jeden ze sklepów otworzyć właśnie wspólnie z Hufnagelem. Mimo optymistycznego podejścia, z czasem Mega zaczął odczuwać lęki. Strasznie bał się zainwestować cały swój dobytek. Nie pomagała także zmiania miejscówki. Przeprowadził się do Los Angeles, ale nie czuł się tam jak u siebie w domu. W pewnym momencie sytuacja zaczęła go przerastać, ale z pomocą przyszedł jego biznesowy partner De’Tagle i Keith.

Byłem obsrany na maksa. Myślałem sobie gościu jesteś w Los Angeles. To nie twoje miasto. Nie poradzisz sobie tutaj. Wracaj do domu, bo nie masz czego tutaj szukać. Na szczęście Keith i Alfred uspokoili mnie i przestałem wariować. 

koszulki black scale

W tym samym czasie Internet w końcu zaczął zyskiwać na sile i stał się nieodzownym elementem w promocji każdej dużej marki. Serwisy takie jak MySpaceFacebook były coraz bardziej popularne a Nick Diamond czuł się w tym wszystkim jak ryba w wodzie. Oczywiście jego działania były podpatrywane przez Michaela i Alfreda, tym bardziej że w tym samym czasie ziomki z Crooks and Castles parkowali w swoich garażach Lamborghini i Ferrari.

W momencie, kiedy Nick Diamond pokazywał światu nad czym konkretnie pracuje a ekipa z Crooks and Castles rozbijała się w nowych modelach Lamborghini czy Ferrari, stwierdziliśmy że mamy w rękach naprawdę poważny biznes w postaci marki odzieżowej.

Internet przysłużył się w ogromnym stopniu a Mega opanował ten temat do perfekcji i zaczął radzić sobie na tyle dobrze, że wspólnie z De’Tagle postanowił otworzyć pierwszy stacjonarny sklep. W zasadzie był to tak naprawdę Pop-Up Store w San Francisco, ale szybko po tym wydarzeniu doszło do otwarcia stacjonarki na Union Square. Co ciekawe, w tym czasie był to pierwszy streetwearowy brand, który mógł pochwalić się własną miejscówką na tym terenie. Ale zanim do tego doszło, ekipa działała sobie spokojnie na niewielkiej powierzchni we Frisco, osiągając niewyobrażalne przychody w wysokości 40 tys. dolarów miesięcznie. Takie wyniki Blvck Scvle wykręciło już po 4 miesiącach urzędowania jako fizyczny sklep a Mega i De’Tagle byli wniebowzięci:

To był punkt kulminacyjny. Powtarzaliśmy sobie, co się kurwa dzieje? Serio aż tyle możemy zarabiać? Pora ruszyć ze sklepem z prawdziwego zdarzenia. Zróbmy to na Union Square. 

sklep1 sklep2 sklep3

Natomiast po Frisco i Union Squre, kolejnym przystankiem był sklep w Nowym Jorku, ale o tym za chwilę, gdyż teraz dochodzimy do momentu, w którym warto wspomnieć o następnej bardzo ważnej osobie, która dorzuciła swoją cegiełkę do rozwoju marki i wyniosła Blvck Scvle na odpowiedni, wysoki poziom. Sprawdźcie gościa, który na początku swojej kariery wypowiedział te o to słowa:

Tak naprawdę nigdy nie myślałem, że mogę być projektantem- serio, nigdy.  

Powyższe zdanie padło z ust Roberta Garcii, 25-letniego wówczas chłopaka, który pochodził z Los Angeles. Wychował się na skateboardingu i amerykańskim futbolu. Zresztą nie miał większego wyboru, gdyż te dwie zajawki odziedziczył po ojcu, który był zapalonym skateboardem, grającym później w futbol w szkolnej lidze. Garcia dołączył do Black Scale jeszcze tego samego roku, w którym powstała marka. Wizja Michaela Yabuta i Alfreda De’Tagle spodobała mu się na tyle, że postanowił zaprojektować pierwsze ciuchy i akcesoria bez gwarancji wypłaty

Na samym początku nie zarabialiśmy żadnych pieniędzy, ale mieliśmy to w dupie. Chodziło nam o budowaniu naszej pasji, która była totalnie pokręcona i wyróżniała się na tle innych. Praca przy kolekcjach Black Scale to był dla mnie punkt startowy do zostania projektantem.

robert garcia

Garcia dzięki Blvck Scvle dowiedział się praktycznie wszystkiego na temat prowadzenia marki. Dodatkowo, by jak najlepiej wykonywać swoją pracę, rozpoczął specjalny kurs dizajnu w szkole Otis, położonej w Los Angeles. Od tej pory każdy czwartek i sobota były zarezerwowane dla kierunku Projektowania i Sztuki. Przez trzy godziny dziennie studiował wzory, projekty i metody tworzenia ciuchów. Natomiast w „wolnym” czasie, całą zdobytą wiedzę przelewał na Blvck Scvle a kiedy postanowiono otworzyć własny sklep w Nowym Jorku w 2010 roku, Garcia rozpoczął studia w szkole artystycznej PARSON a na początku 2012 opuścił brand na rzecz solowego projektu En Noir, tłumacząc swoją decyzję następującymi słowami:

Blvck Scvle dało mi możliwość nauki, swobody w projektowaniu i otaczaniu się ludźmi, którzy mogą zobaczyć mój punkt widzenia. Praca dla Blvck Scvle była dla mnie pierwszym krokiem w karierze projektanta, bardzo ważnym krokiem, ponieważ streetwear to miejsce, z którego się wywodzę. 

Oczywiście nie było mowy o żadnym kryzysie w szeregach Blvck Scvle, gdyż Mega razem z Alfredem De’Tagle niemalże bez chwili wytchnienia, umacniali swoją pozycję na rynku. Dzięki współpracy z Garcią, marka zyskała swój niepowtarzalny charakter, który lawiruje pomiędzy streetwearem a odłamem, nazywanym często jako street goth, ponieważ ich ciuchy a w tym przypadku głównie snapy czy t-shirty, świetnie wpasowały się w styl produktów sygnowanych m.in. przez Ricka Owensa. To co tutaj jest najważniejsze to bazowanie na stonowanych kolorach. Nie uraczycie jaskrawych motywów, nie zobaczycie kreskówek w formie grafik. Zobaczycie natomiast często szorstki i religijny klimat, dopełniony geometrycznymi wzorami. Wszystko jest tutaj dopięte na ostatni guzik a wybrane dla poszczególnych kolekcji motywy przewodnie nie są dziełem przypadku, o czym zresztą wspomina Mega w programie The Butcher’s Block, prowadzonym oczywiście przez przyjaciela Michaela Franka The Butchera:

Wiele osób może uważać, że posługuję się symbolami bez większego przekazu, że umieszczam je na ciuchach w przypadkowy sposób, ale tak naprawdę wszystko opiera się na balansie. Zresztą balans to bardzo ważny aspekt w moim życiu. Liczy się wyważenie. Masz dobro i zło albo czerń i biel. Jedno nie istnieje bez drugiego, dlatego też Blvck w nazwie naszej firmy to nie tylko określenie koloru. To nie jest tylko jedna barwa, ale tak naprawdę źródło wielu z nich. Wszystko rodzi się z ciemności. 

MTM1OTg1MzUwNTE1MzMzNTk4

Po odejściu Roberta Garcii, doszło do kolejnego przełomowego etapu w historii brandu. Otwarcie flagowego sklepu w Nowym Jorku nie łączyło się tylko z zakończeniem pracy z Garcią. Na horyzoncie pojawiła się kolejna świetna szansa na rozwój w postaci robiącego zawrotną karierę, młodego rapera o ksywie A$AP Rocky.  Zresztą sam Mega nie szczędził  komplementów temu artyście, mówiąc o nim w jednym z wywiadów w następujący sposób:

A$AP Rocky to niezły wariat. Poznał chłopaków w Nowym Jorku i od razu poczuliśmy, że nadajemy na tych samych falach. On jest niesamowity, pojebany w pozytywnym sensie. Dla nas jest najlepszą wersją modela do ciuchów Blvck Scvle. Powoli staje się ikoną mody i rapu. Świetnie łączy style a to dla nas idealne rozwiązanie.

Dlatego obie strony nie wahały się ani minuty, gdy okazało się, że jest możliwość współpracy. Zresztą na poniższym filmiku możecie sprawdzić jak wyglądał pierwszy dzień w nowojorskim sklepie Blvck Scvle, gdzie oczywiście nie mogło zabraknąć młodego rapera:

To było naprawdę szalone. Rocky po prostu wleciał do naszego sklepu i zaczął rapować. Miał bardzo dobry wpływ na rozwój marki. Wraz z własnym rozwojem, nasz brand także się rozrastał. Przetarł nam drogę do nowych odbiorców. Nawet nie wiedzieliśmy skąd te dzieciaki pochodzą, ale miały swój własny unikalny styl, zmieszany z ciuchami Blvck Scvle – dodaje po latach Mega.

 

Sukces Rockiego miał naprawdę olbrzymi wpływ na Blvck Scvle. Z roku na rok brand notował ogromny progres a właściciele obserwowali olbrzymie skoki w górę, ale połączenie sił z utalentowanym artystą wyniosło ich na jeszcze inny level, ponieważ Mega i De’Tagle w końcu poczuli, że w rękach mają prawdziwą markę. Nie jakąś firemkę, która robi jedną koszulkę i czapkę rocznie, ale potężne przedsiębiorstwo, wypuszczające co sezon ogromne kolekcje, do których dorzucane są konkretne lookbooki czy materiały video i mimo, że największy rozwój bezapelacyjnie związany był z Los Angeles i Nowym Jorkiem to obaj panowie nigdy nie odetną się od San Francisco.

Wszystko zaczęło się w San Francisco. Nie moglibyśmy pominąć tego miejsca. To są nasze korzenie i to tam znajduje się pierwszy sklep. To po prostu nasz dom.

Po współpracy z Rockim posypały się kolejne kolaboracje. Black Scale łączyło siły m.in. z takimi instytucjami jak adidas Originals, Gourmet, Diamond Supply Co. czy Mighty Healthy i Timberland. Następnie doszło do otwarcia kolejnych flagowych sklepów, ale już nie na ternie Stanów Zjednoczonych. Mega i De’Tagle poszerzali własne horyzonty, stawiając na Szanghaj i Tokio.

adidas black scale bape black scale diamond gourmet

W momencie, w którym Robert Garcia postanowił odejść, Alfred stanął na czele ekipy, która była odpowiedzialna za grafiki i projekty a Mega stał się dyrektorem kreatywnym. Zebrał mocny team z którym pracował i nadal pracuje w Los Angeles. To właśnie tam dzieje się cała magia, sprawiająca że Blvck Scvle z roku na rok przyciąga do siebie coraz to większą ilość odbiorców.

Zresztą team Blvck Scvle odpowiada nie tylko za odzież, ale również za wszystkie materiały promocyjne zarówno w formie zdjęć, jak i krótkich filmików. Wszystko robione jest tutaj na stuprocentowej zajawce, z zachowaniem odpowiedniego balansu pomiędzy streetwearem a high fashion, balansu o którym Mega wspomina przy każdej możliwej okazji i chyba w tym tkwi sukces tego brandu, dobijającego powoli do 10-tych urodzin.

symbol

Dajcie znać w komentarzu co sądzicie o powyższym artykule. Z chęcią wysłuchamy Waszych opinii!!!