W tym roku mija trzydziesta rocznica powstania serii Air Max. Z tejże okazji ekipa z Oregonu postanowiła zaskoczyć świat i wydała całkiem nowy model o przełomowym designie. W tym artykule poznacie opinie o Nike Air VaporMax i to aż od pięciu różnych osób. Mamy tu sneakerheadów, redaktorów sneakersowych mediów oraz biegaczy. Każdy napisał to co myśli o nowych VaporMaxach, szczerze, bez ograniczeń i wytycznych.

Jeśli chcesz się dowiedzieć szczegółów o butach Nike Air VaporMax to zapraszam do podlinkowanego tu artykułu. Jeśli natomiast interesuje Cię ich zakup to sprawdzaj internetowy sklep Nike pod tym linkiem.

OTO NASZE OPINIE O NIKE AIR VAPORMAX


BARTŁOMIEJ WALCZUK (DYREKTOR KREATYWNY, DESIGNER, SNEAKERHEAD I RUNNER)

barczuk

Vapory zobaczyłem pierwszy raz w zeszłym roku z okazji Nike Innovation Day, gdzie miały swoją nieoficjalną premierę. But bez podeszwy. Same poduchy. Cool. Chociaż jego design początkowo skierował mnie w stronę myśli pt ‚wyjątkowo nowoczesny but’, to chyba dobrze, że jego sklepowa premiera miała miejsce ponad pół roku później.

Wpływ Air Maxów na kulturę powoduje, że buty do biegania przestają być do biegania. I tak też, patrząc na VaporMaxy – dużo łatwiej jest mi sobie w nich wyobrazić fashionistów z Japonii niż regularnych runnerów. A wiem, że pasują i tu i tu, chociaż to jeden z butów, który albo kochasz albo nienawidzisz. To chyba najwygodniejszy model Air Maxów jaki miałem na nogach. Na górze Flyknit Racery, na dole lepiej niż 360’tki, bardzo lekkie, bardzo letnie. Pomimo tego, że każda poduszka na spodzie (k***wa tu nie ma podeszwy) buta wygląda jak osobny element, działają razem.

Istotna informacja jest taka, że pod żadnym pozorem nie należy nimi gasić szlugów. Serio. Ale już najzabawniejsze jest to, że w Vaporach się zajebiście biega. Tak. But przeznaczony do biegania – działa jako but do biegania. Nie są to najszybsze buty w jakich biegałem (w porównaniu z Elite np), raczej na niedzielną Agrykolę, ale czynią tę niedzielę miłą. Wrzuciłem je na nogi tydzień przed Air Max Day i od tamtej pory nie schodzą z rotacji. Czekam na iD. I na to co dalej. Mr. Osom.


KAROL ZIMNY AKA COLD (SNEAKERHEAD / REDAKTOR – BUTOLOGIA)

Chciałoby się zacząć – „Nike znów to zrobił” – bo tak najłatwiej napisać o premierze ich nowej performance’owej biegówki Air VaporMax. Tak, wielka kampania, nakręcanie spirali hype’u, ponownie „przełomowe” odkrycie.

Dobra, ale jak to z nimi jest naprawdę? VaporMax to kolejna odsłona technologii Air Max i kontynuacja myśli „Run on Air”. Mamy zupełną redukcję jakiejkolwiek pianki w midsole’u – tylko poduszki z powietrzem na usztywnionej bazie łączącej ją z cholewką. Dotychczas mieliśmy wielką poduszkę Air Max na całości podeszwy – tym razem Nike podzielił ją na mniejsze jednostki co przełożyło się na kilka elementów. Podeszwa jest bardziej giętka, lecz nie straciliśmy sprężystości poduszek plus zjechaliśmy z wagi, co się czuje jak porówna się dotychczasowe Air Flyknit Max z VaporMaxami. Cholewka to oczywiście tkany wariant Flyknit, też ograniczony do minimum, bez żadnej wyściółki.

W mojej opinii, VaporMaxy wyszły we właściwym dla siebie czasie – kiedy tego typu „dziwoląg” po prostu jest uznawany za fajny. Dzięki temu jest mu znacznie łatwiej mieć swoje pięć minut, niż jakby wyszedł kilka małych lat wcześniej. Performance performancem, ale biegacze to nie jedyni odbiorcy tych butów i jeśli rynek zaskoczy, to na przykładzie choćby Flyknit Racerów widzimy jak but może odnieść sukces poza grupą docelową. Jest to dla mnie dość zabawne, bo odnoszę wrażenie, że przy całej promocji wraz ze wchodzeniem tego modelu na rynek, to właśnie bardziej tym butem zachwycony był segment lifestyle’owy niżeli biegowy.

VaporMaxy są małym powiewem świeżości pośród butów na Air Maxie, co niewątpliwie było potrzebne tej serii. Zostały one naprawdę dobrze przyjęte i tylko czekać, jak dalej Nike będzie z nimi dział – bo pomimo tego że nie mamy nawet połowy roku, to i tak bez wątpienia będą one jednym z najciekawszych nowych modeli w 2017.


MARTYNA (SNEAKERHEAD / REDAKTOR ESTILL MAG)

Nike Air VaporMax to z pewnością jeden z tych modeli, który się albo kocha albo nienawidzi. Przyznam, że na początku byłam do nich dość sceptycznie nastawiona, a to ze względu na to, że nie jestem fanką ostatnich nowości od Nike czy adidasa i zawsze dużo czasu zajmuje mi przekonanie się do konkretnego projektu. Tym bardziej, że TEN model jest raczej mało uniwersalny i idealnie wpasowuje się tylko w dresowy styl, więc zbytnio tutaj nie poszalejemy.

Nike opisało ten but jako biegówki i ja nie do końca podzielam to zdanie. Podeszwa Lunarlon zdecydowanie bardziej nadaje się do biegania, na pewno jest przyjemniejsza dla stopy. Druga kwestia to niestety cena – 889zł to moim zdaniem zdecydowanie za duża kwota jak na Flyknit i technologię Air Max.

Lubię te buty za oryginalny wygląd, są dziwne i zdecydowanie nie wszystkim się spodobają, co akurat mi osobiście bardzo odpowiada. Nike zaskoczyło brakiem standardowej podeszwy i widocznymi poduszkami Air Max, które zrobiły tutaj naprawdę dobrą robotę. Jeśli chodzi o rozmiar, wybrałam taki, który zawsze sprawdza mi się w butach od Nike i niestety się zawiodłam. Buty są o pół rozmiaru za małe, co przy takiej cenie moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. Tak, wiem – zawsze można wymienić na większe, ale co jeśli sprzedają się w przysłowiowe trzy sekundy i nie ma już na co wymienić? No właśnie. Nie mniej uważam, że VaporMaxy bronią się wygodą i komfortem noszenia i są idealne na wiosenno – letnią pogodę, pod warunkiem, że jest sucho. Uważam, że zdecydowanie bardziej pasują kobietom niż facetom, a to ze względu na ich opływowy kształt. Raczej nie widzę faceta w rurkach i w tych butach.

Na chwilę obecną czuję niedosyt i nie mogę się doczekać kolejnych kolorystyk, może z czasem przekonam się do nich w 100%.

Krótko mówiąc – są tak brzydkie, że aż fajne.


MACIEJ AKA WAZWPOMIDORACH (SNEAKERHEAD)

wazwpomidorachPomimo bardzo wysokiego retailu(889zł przyp. red.) kupiłem, ponieważ byłem bardzo ciekaw czym Nike chce zaskoczyć na 30-lecie systemu Air Max…
Początkowo miałem mieszane uczucia.. Do czego ja to założę ? Przecież te buty pasują tylko i wyłącznie do dresu. I tak uważam nadal ! Podążając za obecnymi trendami, Vapormaxy wpisują się idealnie w nowomiejską modę. Te buty nie powinny być noszone z krótkimi spodenkami, jeansami czy chinosami bo po prostu do nich nie pasują. Reprezentują luz, swobodę więc nadają się tylko i wyłącznie do dresowego stylu.

Wyglądają dziwnie a jednocześnie bardzo interesująco. Upper przypomina ten z Flyknitów Racer natomiast podeszwa jest już totalnie z innego świata. Kilka osobnych poduszek powietrznych, niby ułożonych oddzielnie a jednocześnie stanowiących całość na tyle stabilną, że chodząc czy biegnąc nie mamy wrażenia, że podeszwa rozjeżdża się nam na wszystkie strony. System Air Max został uwidoczniony całkowicie. Ma się wrażenie, że nie da się tutaj oddzielić midsola od outsola o ile w ogóle można tu takowe wydzielić. Podeszwę stanowi tylko i wyłącznie system Air.

Podsumowując Nike Air Vapormax to but godny zainteresowania.Za minus można uznać wysoki retail 889zł oraz to, że niestety nie można go potraktować jako but uniwersalny bo tak jak wyżej napisałem jest to model typowo „dresowy” co niestety sprawi, że nie przypasuje do gustu większości odbiorców. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze w dresie to moim zdaniem powinien trzymać się od Vaporów z daleka.


GRACJAN (SNEAKERHEAD / REDAKTOR THE ILLEST)

W tym roku obchodzimy trzydziestą rocznicę powstania serii Air Max, która miała ogromny wpływ na sneakersowy rynek i modę. Dziś, w okrągłą rocznicę amerykański brand zaskoczył nas ponownie. Nowe VaporMaxy to ogromny przełom w tej serii, który pozostanie w naszych głowach jeszcze na lata. Stworzono coś czego jeszcze nie było! Mamy tu ‚skarpetę’ wykonaną z przędzy Flyknit i poduszki z gazem! Nic więcej! Pozbyto się zbędnych materiałów oraz elementów podeszwy i chyba można rzecz, że lżej się już nie da! Tyle słowami wstępu.

A jaka jest moja opinia o Nike VaporMax? Już spieszę z opisem. Po dziś dzień mam mieszane uczucia. Z jednej strony jaram się nowym przełomowym projektem. Stara technologia przedstawiona w całkiem nowy sposób. Z drugiej strony jest to dość specyficzny model, a jego wygląd sprawia, że nie każdemu te buty podejdą. Na wiele lat przylgnie do niego łatka: albo je kochasz albo nienawidzisz.

Nie do końca łapię designerów i ich myśli. Z jednej strony mamy rzecz jasna but biegowy. Taki był główny zamysł tego projektu, ale ja osobiście wolałbym biegać na podeszwie Zoom lub Lunarlon, dopiero w ostateczności wybrałbym Air Max. Bardziej bym się skłaniał do stwierdzenia, że Air Maxy to „biegówki” bardziej na niedzielną przebieżkę niż zawody, a buty powinny być szybko zaadaptowane przez ulicę i w streetwearowe środowisko.

I tu pojawia się kolejna wątpliwość. Ich projekt jest dość specyficzny, ponieważ trudno założyć je do czegoś innego niż dres. Może z nimi być całkiem podobnie jak z Flyknit Racerami. Niby tylko do biegania i nagle Boom – sneakerosowo streetwearowy świat oszalał. W sumie już to widać, pomimo bardzo wysokiej ceny każda kolorystyka znika ze sklepowych półek w kilka chwil. Ja z racji ciut luźniejszego stylu będę miał trudności by je zaadoptować i się nimi cieszyć na co dzień.

Zapewne interesuje Was porównanie do Boostów. Zmartwię Was, nie porównam tych butów tak jakbyście chcieli. To całkiem dwa odmienne modele i podeszwy. Trudno zestawić ze sobą dwie różne rzeczy.

Na koniec podsumowując – jeśli jesteś fanem serii Air Max i samej firmy Nike to ten model to absolutna podstawa w Twojej kolekcji!


Jeśli jesteś zainteresowany ich zakupem to sprawdzaj internetowy sklep Nike pod tym linkiem.