1. Nasze podstawowe pytanie: czym jest POGO 3012 i kto tworzy ten projekt?

Piotr Dabov/POGO 3012: Pogo to harmonia w chaosie od roku 3012. Kilkanaście lat nieustającego lotu stworzonego w mojej głowie. Deski i ubrania, produkty określające oryginalny styl życia. Bazując na moich mokrych snach, szalonych grafikach od Jakuba Stępnia udało się stworzyć oryginalny polski brand a nie tysiąc pięćsetną kopię tego co akurat jest modne. Historia jaka za tym stoi to bodajże rok 2002. Pracując w dystrybucji Fun Sports pojechałem na targi do San Diego. Mimo iż nie był to mój pierwszy raz kiedy „na żywo” spotkałem się z legendami kultury skate, kilkudniowy pobyt tam zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Po powrocie do Polski i próbie stworzenia prawdziwego skate-shopu „z duszą”, cały czas jako pracownik Fun Sports, w momencie kiedy bezduszny przedstawiciel handlowy, najmodniejszej wtedy marki Clinic, rzucił mi kilka worków szerokich spodni pod nogi, zrozumiałem że tracę kontrolę nad towarem do sklepu, którym miałem rzekomo zarządzać. Jednak główny kopniak w twarz na otrzeźwienie marzeń skejt chłopczyka w chmurach przyszedł w momencie, kiedy okazało się iż ze statusu „kierownik sklepu” przeszedłem do „sprzedawca” z pensją 1000zł netto. Była to propozycja „nie do odrzucenia”. Z perspektywy czasu nie mam pretensji do nikogo o nic, to była lekcja dla mnie, tak naprawdę trudne sytuacje wydarzają się, aby powstało coś nowego, więc pożyczyłem trochę kasy od ojca i… tak powstało POGO.

wywiadowczo theillest vs pogo 3012

2. Musisz przyznać, że w pewnym momencie POGO zniknęło z polskiej mapy. Nadszedł czas przerwy a następnie reaktywacja. Co złożyło się na ten stan rzeczy?

PD: Po szalonym pierdolnięciu w latach 2005-2008, boomie tak ogromnym, że nie umiałem do końca tego ogarnąć, przyszły klasyczne problemy codziennego funkcjonowania tego typu firmy. POGO było tak charakterystyczne, miało swoich psycho fanów, z drugiej strony ten niepowtarzalny styl był nie do przełknięcia dla wielu.  POGO mogłeś kochać albo nienawidzić. Nic po środku. Przerwa była potrzebna. Wkładałem za dużo serca, w każdy logotyp projekt, w sprzedaż każdej koszulki. Nie traktowałem tego tylko jak pomysł na biznes typu wkładasz hajs, wyjmujesz więcej hajsu, a jak się nie uda to nara. Z miłości do POGO, pompowałem kasę aby utrzymać firmę, w pewnym momencie poczułem się zmęczony walką. Reaktywacja nie była wcale łatwa. Nie chodziło o „odgrzewanie kotletów starymi wzorami” a kontynuację marki. Okazało się, że rzeczywistość zrewidowała oczekiwania. Wiele osób pamięta POGO, ale mamy całą grupę dzieciaków które po prostu tego brandu nie znają.

IMG_9216

3. Czy POGO 3012 to praca na pełen etat czy oprócz tego jesteś jeszcze zaangażowany w inne rzeczy? Jeśli tak to czy możesz przybliżyć naszym czytelnikom projekty, w których uczestniczysz?

PD: POGO to tak naprawdę w 90 procentach zapieprzanie jednego gościa. Od procesu budowy kolekcji, czyli biegania po łódzkich szwalniach, sitodruku, i tym podobnym, przez proces sprzedaży. Wysyłki robię osobiście, i ciągle zastanawiam się czy jeśli walnąłbym jakiś tekścik ręcznie gdzieś z podziękowaniami za zakupy to byłoby to fajnie odebrane. Moje życie kręci się wokół deskorolki. Mam przyjemność bycia team managerem polskiego skate teamu Vans, prowadzę Super Skate Szkółkę Deskrolki Piotra Dabov, i jeśli znajdę czas to wydaję drukowany Dizastermag, czyli niezależną gazetę, zina gdzie znajdziesz to co dzieje się w polskiej deskorolce i nie tylko.

Piotr Dabov fot Ewa Szatan

4. POGO to w stu procentach twór wywodzący się ze skateboardingu. My natomiast zajmujemy się streetwearem, ale te dwa światy żyją ze sobą w symbiozie. Wiemy jaka jest kondycja streetwearu w Polsce, ale czy możesz powiedzieć nam coś więcej na temat sceny deskorolkowej?  

PD: Scena deskorolkowa obecnie wygląda jak po rozbiorach Polski. Powód jest oczywisty. Teraz praktycznie każdy może sobie wypuścić deski z własną grafiką w niewielkich ilościach. Nie ma wiodącego brandu desek, nie ma też jednolitego super kru działającego na poziomie ogólnopolskim. Wszystko dzieje się bardzo lokalnie. Zazwyczaj w każdym większym mieście mamy firmę lub sklep sprzedający własne deski. Każdy wspiera swoich ziomeczków, riderów. W tym momencie nie ma silnej marki dominującej w zasięgu ogólnopolskim. Wśród większości jeżdżących, przewodzi niestety klimat „im taniej tym lepiej” a nie utożsamiania się z daną firmą, co paradoksalnie uderza też w cały skate biznes. Dzieciaki nie rozumieją, że jeśli zapłacisz za produkt polskiej firmy tak naprawdę wspierasz rozwój deski w kraju. Oczywiście jest też kilku właścicieli polskich skate brandów, którzy nigdy na deskorolce nie stali, ale to temat na inny artykuł.

5. Zawsze podpytujemy o to marki, gdy tylko mamy okazję. Zdradzisz nam zbliżające się plany związane z POGO 3012? Kiedy nowy lookbook, czego możemy spodziewać się w kolejnym dropie?

PD: Chociaż lata dziewięćdziesiąte są teraz „hot” nie mogę się doczekać kiedy historia zatoczy kolejne koło i wrócą czasy stylówy z początku 2000, czyli akurat początków POGO. Nie zapominajmy, że ubrania to tylko kawałek szmaty. Przy pewnym doświadczeniu, produkcja kolekcji, choć jest to mozolny proces, jest łatwa. Najtrudniejszą kwestią jest zbudowanie otoczki, hype’u na dany produkt, czy logo. Stworzenie historii która spowoduje że akurat daną rzecz chciałbyś mieć. POGO ma absolutnie szczery przekaz. Jakość zbudowaną na kilkusetniej tradycji miasta włókniarzy. Dołóż do tego graniczące z przedawkowaniem kwasa grafiki i masz to. Plus kilka tekstów, niekoniecznie po angielsku. Oryginalny styl a może tylko bajdurzenie Artura w klapkach na werandzie.

_RT60893

6. Przeglądając stronę POGO można odnieść wrażenie, że nieodzownym elementem Twojego życia były także podróże. Możesz nam o nich opowiedzieć nieco więcej?

PD: Kocham moje miasto, jego kominy, brud i cegły. Mam jednak nieodparte wrażenie że ktoś rzucił na mnie jakąś klątwę bo od dawna powinienem pierdolnąć to wszystko i mieszkać w domku nad oceanem. Wykonywać jakąś fizyczną pracę, tylko po to aby mieć czas aby surfować. A tak bardziej realnie, to większość moich podróży, obojętnie czy to będzie Kalifornia, Portugalia, Włochy czy Azerbejdżan, zazwyczaj są związane z deskorolką. Niestety nie pamiętam kiedy pojechałem na takie prawdziwe wakacje, zawsze w jakiś sposób było to związane z pracą. Najlepszy czas jaki spędziłem, to kilkudniowy pobyt trochę „przez przypadek” w Long Beach. Byłem na kilka dni totalnie sam, w obcym kraju, do tego bez auta. Jeździłem na desce cały czas, chłonąc atmosferę miejsca gdzie cała kultura się rozpoczęła.

_RT60981

7. Załóżmy, że masz okazję zaprojektować jedną rzecz z wybranym przez siebie brandem. Co wybierasz i z kim chciałbyś pracować?

PD: Jakiś krejzoli bym chciał. Jakiś high fashion patolo. Bardzo ważnym dla mnie byłby wątek udanej współpracy,  profesjonalizmu ludzi, którzy byliby w projekcie,  ale przede wszystkim szczerości w działaniu, zakumplowania się, zrozumienia nawzajem. Hajs jako drugorzędna sprawa.

8. Jakiś czas temu widzieliśmy Cię na zdjęciach, gdzie niestety towarzyszył Ci gips. Co dokładnie się wydarzyło i jak ta sytuacja odbiła się na Tobie. W końcu dalej jeździsz na desce.

PD: Deska to moje życie, pasja praca. Moje nogi, ręce, ciało traktuję jak narzędzie do jazdy, które musi być sprawne. A nogę po prostu złamałem podczas chwili nieuwagi, na skate sesyjce na skateparku. Tamten dzień miał niesamowitą energię,  a co najważniejsze… nic nie było zaaranżowane,  nie miałem żadnych misji, zobowiązań typu social media, instastory, foto, nagrywki, po prostu jeździłem sobie w świetnej atmosferze na spontanicznym spotkaniu skejtów!

DSC_7404

9. Każde zdjęcie POGO dostępne na stronie www czy też publikowane w socialmedia jest starannie dobrane z charakterystycznym klimatem. W jaki sposób wybieracie fotografa? Współpracujecie z jednym, którego znacie od lat czy jest może jakaś inna metoda?

PD: Przychodzi baba do lekarza a tu fristajl. Zazwyczaj dobieram fotografów i przedstawiam im swoją wizję. Czasami bywa, że styl fotografowania danej osoby przypadnie mi do gustu to zdarza się akcje typu „mam taki t-shirt i taki longsleeve zrób foty jakie chcesz!”

10. Jaki masz stosunek do ludzi, którzy noszą ciuchy związane typowo ze skateboardingiem, ale nigdy nie jeździli na desce. My mamy z tym luz, ale zadanie na ten temat jest mocno podzielone.

PD: Pamiętajcie, że mam czterdzieści lat. W latach dziewięćdziesiątych byłem bananowym chłopczykiem, ofiarą konsumpcji. Zawsze chciałem mieć koszulkę firmy jaką widziałem gdzieś w gazecie przemyconej ze Stanów, czy jakikolwiek inny element stylówy, który w tamtych czasach był w Polsce nieosiągalny. Misje kreowania własnego stylu, ogarniania skądś jakoś rzeczy to historie o jakich można by teraz książki przygodowe pisać. Przeszedłem setki różnych fascynacji od ultra szerokich gaci, przez jeans i rurki, od łysej głowy do kolczyków w uszach i tym podobnych. Obecnie mam jeden model tych samych spodni Carhartta, kilka par takich samych Vansów, i resztę zazwyczaj POGO, najlepiej 15 takich samych koszulek.

Po tej „drobnej dygresji” wracając do noszenia skejt ciuchów przez osoby nie związane z deską. Jakieś dwadzieścia lat temu prawdopodobnie przypuściłbym atak werbalny, może i fizyczny na takiego „pozera” (to kiedyś było bardzo obraźliwe określenie haha). Jednak wraz z upływem czasu, firmy z korzeniami skate stały się tak bardzo popularne, że noszenie takich rzeczy przeniknęło do kultury masowej to po pierwsze, a po drugie obecnie dostępność takich rzeczy to zwykle kilka kliknięć na sklepie online, więc jeśli się komuś coś podoba, to niech nosi. Thrasher na tym hajs zarobi. Wiadomo, jak każda moda potrwa to może jeszcze kilka miesięcy, może lat i tyle. Będzie hype na coś nowego, może znowu na Pogo? Hahaha!

11. Parę słów dla czytelników The Illest: 

PD: Bądź sobą. Nie pozwól, aby nikt i nic  nie zatrzymało Twoich marzeń. Czas, moda, styl to wszystko płynie. Ubrania są ważne, ale nie zapomnij, że to tylko kawałek szmaty.

Idź na deskę już.
Od dzisiaj jesteś pomarańcza.
Piotr Dabov / Listopad 2017

Piotr Dabov fot Richie Tabasco

Reklama
air jordan